Piątek dobiegał powoli ku końcowi, postanowiliśmy więc wrócić do hotelu. Wieczór był przemiły, wreszcie był czas na spokojną rozmowę, wyhamowanie po szaleństwie ostatnich tygodni i zwykłe przytulenie się. Zasnęliśmy jak dzieci, rano nie dowierzając zegarkom.

W sobotę udaliśmy się na plac świętego Piotra, gdzie sprawdzony miał zostać mój lęk wysokości.
Lęk był na swoim miejscu, ale widoki jakie rozciągały się z kopuły bazyliki wynagrodziły mi drżenie kolan.

W tym miejscu był też czas na refleksję i zadumanie się nad sensem życia. W kryptach watykańskich zatrzymaliśmy się na krótką modlitwę przy grobie Jana Pawła II. To było dla nas takie swoiste zakończenie "pielgrzymki", którą odbyliśmy rok wcześniej spędzając tydzień w okolicach Krakowa. Zestawienie Polskich śladów Karola Wojtyły, które towarzyszyły naszemu "zaręczynowemu" wyjazdowi, z jego dalszą drogą i przesłaniem. Jakże ten człowiek często mówił o rodzinie.... Rodzinie, którą my się staliśmy.... W głębi serca prosiliśmy go o błogosławieństwo...Nie obyło się tam także, bez cichutko spływających po policzku, łez. Wnętrze Bazyliki i grób świętego Piotra przemawiało w szczególny sposób. Przepiękne rzeźby, malowidła, niby przytłaczające, a jednocześnie dające nieodparte wrażenie przytulności.. W tym miejscu byliśmy jeszcze nie raz, by w spokoju posiedzieć w zaciszu kolumnady i rozkoszować się urokiem i czarem tego miejsca.
I by przejść po raz kolejny w okolice mostu świętego Anioła, skąd rozciągał się przepiękny widok na okolice.

Kto w tym miejscu pomyślał, że cały wyjazd spędzaliśmy tylko i wyłączne w Watykanie jest w błędzie. W chwili, gdy już odetchnęliśmy po "starciu" z ustami prawdy, odwiedziliśmy wnętrze Koloseum, by nie tylko usłyszeć, ale i zobaczyć ryczące lwy.

Wieczorem zaś, na mnie wielką maniaczkę wody i ognia, czekała prawdziwa niespodzianka.
Idąc wąska rzymska uliczką, słyszałam przybliżający się szum wody. W pewnej chwili moim oczom ukazały się olbrzymie tłumy ludzi, którzy siedzieli zachwyceni nad brzegiem najsłynniejszej bodaj fontanny: di Trevi. Zakochana jestem w niej po uszy i mój maż po raz pierwszy od dnia ślubu, ma powód do zazdrości :.
W każdej wolnej chwili ciągałam go w okolice tej fontanny i nie było szans zmiany mojego postanowienia.

Chronologia chyba padła mi w tym momencie już całkowicie ;) za co szanownych czytelników przepraszam. Udało nam się podczas tego przepięknego wyjazdu, podziwiać między innymi Panteon. Mnie po raz kolejny zakochać się w fontannie (już nie tak mocno) czterech rzek. Dane nam było dotknąć dzieł sztuki, o których mówiły i będą mówić wieki.

Ten czas miał swój klimat, który nie daje się ubrać w mój niestety dość ubogi zasób słow. Mam nadzieje, ze zostanie mi to wybaczone. Jak tu bowiem opisać wieczór we włoskiej knajpce przy lampce wina, z ukochaną osobą, szumem wody za plecami? Jak ubrać w słowa uczucia, jakie nami targały na widok jaki rozciągał się z ogrodów w pobliżu Watykanu, gdzie w cieniu palm rozkoszowaliśmy się niedzielnym popołudniem?

To są chwile, momenty, które pozostają tylko w naszych serduchach, takie czarodziejskie drgania, które mimo upływu czasu dźwięczeć będą w nas na zawsze.... Ktoś powiedział: wszystko, co piękne, kiedyś się kończy. Dla nas tez nadszedł czas pożegnania. W poniedziałek wracaliśmy do Polski, znów rzucone zostało nam niebo do stóp, znów widzieliśmy domki, jak klocki lego i rzeki płynące gdzieś w dal. Kraków przywitał nas pochmurna, ale ciepłą pogodą. Pragniemy kiedyś wrócić do Rzymu, tak jak wracamy zawsze z radością w sercu do Krakowa. Wieczne miasto stało się dla nas kolejnym bardzo szczególnym miejscem na ziemi, do którego będziemy tęsknić. Za to, ze dane nam było je poznać i pokochać w dużej mierze dziękujemy sponsorom. Bez nich pewnie nie było by Rzymu, nie było by wspomnień i pewnie wielu rzeczy by nie było... ;)

PATRONAT MEDIALNY:


2001-2010
Copyright © AURA
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie całości lub części serwisu bez zezwolenia
zabronione.