Szukaj w portalu:

Londyński ślub po żydowsku



Multikulturowość - to słowo chyba najlepiej określa Londyn. To wielki tygiel, w którym co chwila ocieramy się o jedną z 300 zamieszkujących tam narodowości. Zawód fotografa daje niespotykaną możliwość wniknięcia w ich sam środek. Tak było i tym razem. Żydowski ślub w ortodoksyjnej rodzinie. Zupełnie inny sposób życia i widzenia świata niż nasz. Pierwsze skojarzenie to "Skrzypek na dachu", było równie prawdziwe, co mylące. Tam carska wieś, tu środek 12 milionowej metropolii, tam hollywoodzka wizja, tu żywi ludzie.
Ale i tak zadziałało to jak podróż w czasie, znalazłem się w środku uroczystości, która mogłaby się równie dobrze odbywać 200 lat temu. Świat znany dotychczas tylko ze starych fotografii stał się zupełnie realny.

Tradycja koszerności przez zawarte w Talmudzie 613 reguł od XVI wieku określa praktycznie wszystkie aspekty życia wyznawców judaizmu i wciąż są ludzie, dla których jest ona tak ważna jak dla ich przodków kilkaset lat temu. Reguluje ona wszystko: od diety poprzez sposób życia, zachowanie i ubiór.
To, co pierwsze rzuca się w oczy, zwłaszcza u mężczyzn, to czerń i biel, białe pończochy, spodnie do kolan, chałaty, jarmułki, kapelusze i wielkie futrzane czapy. Mało, kto nie miał brody i pejsów. Przeciwwagę stanowiła panna młoda w klasycznej sukni ślubnej i reszta elegancko ubranych pań. Zwyczaj golenia głów i noszenia peruk przez kobiety praktykowany jest jeszcze tylko przez najbardziej ortodoksyjne Żydówki.

Kolejna różnica - rozdział płci. Tradycja nakazuje by kobiety i mężczyźni żyli w dwóch odrębnych światach, które mimo że tuż obok siebie, przenikają się w niewielkim stopniu. Dla nas wychowanych w zupełnie innej kulturze jest wprost niepojęte jak zasadnicze mogą być te reguły. Dawniej młodzi nie znali się często przed ślubem, dziś już jest inaczej, a profesja zawodowego swata powoli zanika.

I tak poza samym początkiem i końcem, cała uroczystość podzielona była na dwie części - kobiecą i męską. Podział posunięty jest tak daleko, że nawet fotografowie nie mogą być innej płci. Tak więc mogę zrelacjonować praktycznie tylko połowę uroczystości. W tej chwili jest to dla nas pełna nowość, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu ta kultura była częścią polskiego krajobrazu. Żydzi przecież już od XII wieku byli jedną z wielu nacji tworzących Rzeczpospolitą. Wiatry wojen wywiały ich tak skutecznie z naszej historii, że teraz ich kultura i tradycja jest dla nas tak obca i egzotyczna jak narodu z innego kontynentu. Praktycznie każdy z kim rozmawiałem na weselu miał korzenie związane z naszym krajem.

Wesele odbyło się w czwartek - piątek i sobota to szabas, czas przeznaczony na modlitwę i oderwanie się od życia doczesnego.

Jeżeli młodzi godzą się na związek, dochodzi do zaręczyn (tenaim), podczas których ich rodziny ustalają wysokość posagu itp. Przed dniem ślubu pan młody odczytuje w synagodze haftarę (fragment pism prorockich). Przed ślubem odbywającym się w specjalnej sali sporządzana jest także ketuba (dowód zawarcia małżeństwa w języku aramejskim). Elementami uroczystości jest wejście młodych pod baldachim (chuppa), wymiana obrączek symbolizująca chęć zawarcia małżeństwa, stłuczenie szklanki (wskazujące na konieczność opłakiwania zburzenia świątyni jerozolimskiej nawet w czasie wielkiej radości) i siedem błogosławieństw małżeńskich, odmawianych przez rabina.

Później naszedł czas na pierwszą cześć zabawy, już w podzielonej sali: tradycyjna muzyka, zimny bufet i tańce. Bawiono się w rytm tradycyjnej muzyki żydowskiej (znów najbardziej znanym przykładem jest "Skrzypek na dachu"), wszystkim zajmował się jeden muzyk, śpiewając grał na syntezatorze i wspomagał się półplejbekiem. Na całej uroczystości było obecne jakieś 250-300 osób!

Kobiety i mężczyźni świętują oddzielnie. Pan młody był w centrum zabawy, otoczony korowodem biesiadników tańczył pośrodku wraz z co ważniejszymi gośćmi ( z reguły nestorzy jego i panny młodej rodzin) oraz z innymi członkami swej rodziny. Tradycja wymaga by tylko najbliżej spokrewnieni goście bawili się blisko niego. Chwilami chwytali się oni w czterech, pięciu za ręce i przebiegali całą długość sali w przód i w tył.
Panowie bawili się znakomicie, wrażenie robił entuzjazm, z jakim oddawali się zabawie tylko w męskim gronie.

I tak jak zaczęło się wszystko o godz. 17.00 to pierwsza część trwała około 2 godzin. Tutaj nastąpiła tradycyjna przerwa by para młoda mogła skonsumować związek. Właściwe wesele rozpoczęło się po 21.00 w wynajętej sali balowej. Najpierw kolacja - kuchnia w pełni koszerna, przygotowywana przez specjalnych kucharzy. Menu natomiast zaskakująco znajome, rosół z kury z makaronem, zrazy z ziemniakami, chałki i słodycze bardzo podobne do naszych ciast. Przez wieki nasze kuchnie wymieszały się tak bardzo, że trudno już powiedzieć, co jest czyją potrawą narodową.

Pan młody a właściwie już pełnoprawny mąż rozpoczął zabawę, potem nastąpiły tańce z przerwami na kolejne dania i tak przez cały wieczór. Wraz z upływem czasu zabawa nabierała wigoru, widać było, że biesiadnicy nie oszczędzali się w tańcu. W miarę upływu czasu i narastającego zmęczenia coraz częściej pan młody siedział na krześle, a reszta panów pląsała wokół niego. Kolejna charakterystyczna rzecz - chociaż na dworze pomimo późnej pory panował upał, nikt nic nie zdejmował, aby się ochłodzić, nawet tych imponujących futrzanych czap. Alkohol pomimo sporego wyboru wódek i nalewek spożywany był z umiarem, raczej nie spotykanym na naszych weselach. Po północy nastąpiła ostatnia część ślubu, formalne przekazanie panny młodej do rodziny pana młodego, wszyscy zgromadzili się razem, ale wciąż podzieleni płciami. Łącznie zostało już wtedy na sali około 100 osób. Późna pora i gorący dzień zrobiły swoje.

Krewni pana młodego wnieśli go na krześle, po odśpiewaniu tradycyjnych pieśni panna młoda tańczyła z członkami rodziny swojej i męża, a jako że tradycja dopuszcza by mogła dotykać jedynie dłoni swego ojca lub męża - z innymi tańczyła trzymając się przez specjalny sznur. Po chwili takiego tańca wkraczał pan młody i panowie tańczyli dalej razem. Ponieważ każdy taniec poprzedzała stosowna pieśń to trwało to dość długo. Zwyczajowo jest to jedna z dłuższych części uroczystości ślubnych i niekiedy przeciąga się do 3 i więcej godzin. Po ostatnim tańcu wszyscy zebrali się wokół najstarszego członka rodu aby otrzymać jego błogosławieństwo. Było to formalne zakończenie wesela.

Sala opustoszała nadspodziewanie szybko, i tylko puste naczynia na stołach przypominały to co działo się jeszcze przed chwilą. Podróż w czasie dobiegła końca, za oknem znowu wstał XXI wiek. Czy to było naprawdę czy może to był tylko sen? Zastanawiałem się nocą, wracając przez opustoszały Londyn. Naprawdę nie wiem, tylko zdjęcia zostały...

Michał Gabriel
Fotograf mieszkający i pracujący aktualnie w Sydney
mick_gabriel@yahoo.com.au

Dodaj komentarz:
* Nick:   
e-mail:   
  * - pola wymagane
* 
* Jaki jest kraj na P w którym mieszkasz? ;)

Autor: pinia     Dodany: 23 listopada 2006 r.

czytam tu i tych roznych zwyczajach i mysle ze to niesamowite, slyszalam, ze na zydowskich weslach tradycyjnych panowie i panie bawia sie osobno, al ten fotoreportaz mi uswiadomil, ze to dosc staromodne i chyba ortodoksyjne?


2001-2010
Copyright © AURA
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie całości lub części serwisu bez zezwolenia
zabronione.