Przewodnik Młodej Pary on Facebook
Szukaj w portalu:

Z drugiej strony

Od 1997r. zajmujemy się fotografowaniem uroczystości ślubnych, przyjęć weselnych oraz realizacją zdjęć plenerowych i studyjnych. Każdy ślub jest wyjątkowym wydarzeniem i różni się od innych. Jednak przez 12 lat pracy przekonaliśmy się, że są w Polsce pewne stałe schematy zachowań naszych klientów. Jak w każdej teorii, także i w tej, zdarzają się oczywiście odstępstwa. Wyjątki - zgodnie ze znanym powiedzeniem - tylko potwierdzają regułę. Pierwszy jej punkt mówi: zapomnij o scenariuszu.

Narzeczeni z dużym wyprzedzaniem ustalają godzinę ślubu i temu punktowi podporządkowują cały scenariusz dnia ślubu. Lokomotywa ślubna rusza i nie ma odwrotu. Najpierw powoli, jak żółw ociężale wleką się pierwsze minuty przygotowań. Toaleta, szukanie krawata, oglądanie obrączek, malunki na twarzy. Największe asy ślubne już na tym etapie potrafią wygenerować spóźnienie. Na początku nie ma w tym nic strasznego, ale jak sekundy przemieniają się w minuty, a minuty w kwadranse, zaczyna się robić gorąco. Nagle Pan Młody wstaje i sapie. Dyszy i dmucha. To znak, że zabrakło mu dziurek w pasku.

Okazuje się, że w dorabianiu ich nieodzowny jest szpiczasty nóż kuchenny. Atmosferę podgrzewa fikuśny krawat, którego nikt nie umie zawiązać - nawet sąsiadka spod dwójki, która pracowała w odzieżowym. Najlepsze zdjęcia wychodzą, jeśli Pan Młody zorientuje się nagle, że ma za małe buty, albo każdy innego rozmiaru. Buch! - jak gorąco! Uch! - jak gorąco! Puff! - jak gorąco! Uff - jak gorąco!

U Narzeczonej nie lepiej. Makijażystka, nie dość, że przekroczyła wyznaczony czas, to przesadziła z cieniami, a fryzjerka oczywiście źle uczesała. Wszyscy mówią "jak pięknie dziś wyglądasz". 18 minut temu miało być błogosławieństwo. Największe desperatki biegną do łazienki, gdzie same na nowo zaczynają się czesać i malować. Niektóre z nich mają przedziwny dar przekonywania ciotek, kuzynek i koleżanek, że wiedzą co robią. Pięknie fotografuje się Pannę Młodą pędzącą po domu jak kometa z warkoczem z welonu. Po jakimś czasie dołącza do niej mama-dopalacz i sypie w Pannę Młodą środki uspokajające. Po inny rodzaj leków sięgają panowie. Ich zmartwieniem jest już tylko to, czy wystarczy butelek dla kolegów organizujących tzw. bramy.

Błogosławieństwo
Co mam mówić? - to pytanie pojawia się jak mantra przed każdym prawie błogosławieństwem. Uzupełniają je pytania o to, kto pierwszy błogosławi, kto stoi, a kto klęczy. Czy chrzestny też ma podejść, czy raczej zostać. Ile mamy czasu? - to drugie ze złotych pytań podczas tej części. Jego wypowiedzenie uruchamia specjalny przycisk w Pannie Młodej, która w jednej chwili potrafi zwariować. Wstaje i biegnie. A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost! Po stole, po łóżku, przez kuchnię, pod koc. W przedślubnym amoku szuka kluczyków od samochodu, prawa jazdy albo paszportu.

Z reguły sięga też po telefon. Stan ten trwa krótko. Na szczęście, bo przyszły małżonek mógłby się wycofać. Rodzice uspokajają desperatkę, tłumacząc, że dzisiaj nie musi kierować, a od jakiegoś czasu jesteśmy w Unii Europejskiej i nie potrzebny jest paszport, nawet podczas tak długiej wycieczki, jaką ma być małżeństwo. To pomaga.

Przekroczenie progu domu uruchamia w Pannach Młodych inny guziczek. Włącza się funkcja organizatora. Ty jedziesz z tym, a ja z tamtym. Tamci niech wchodzą, a ci mają na nas czekać. Ty masz obrączki, a ja dokumenty. Przed wejściem zdjęcia, a po wyjściu ryż. Wszystko inaczej niż w scenariuszu. Powstają wtedy malownicze zdjęcia z wyciągniętym wskazującym palcem wydającym rozkazy. Aktywność ta mija momentalnie, kiedy Panna Młoda orientuje się, że nikt jej nie słucha, albo pomiędzy wypowiadane rozkazy wkradnie się radosne: nie wypuścimy Panny Młodej!!! To okrzyk sąsiada rozpoczynającego rytuał polowania na flaszkę. Stół ma cztery nogi, więc cztery flaszki na bramie się należą! Nie pomagają tłumaczenia, że wszyscy są spóźnieni. Narzeczeni wypijają po kieliszku nalewki babuni sprezentowanej przez wesołka. Rozbijają kieliszki, całują się i idą dalej. Pan Młody przelicza w pamięci, czy wystarczy butelek na pozostałe bramy. Wchodzą do auta i przez góry, przez tunel, przez pola, przez las, spieszą się, spieszą się, by zdążyć na czas.

Ślub
O dziwo Pary Młode pojawiają się w kościele prawie zawsze przed czasem (wyjątkiem była Sotirija z mężem, ale w Grecji to normalne i presja czasu ich nie dotyczy). Tu już wszystko pozostaje w rękach Boga i księdza. Standardowym zachowaniem podczas mszy jest wychylanie się świadkowej, która co jakiś czas poprawia welon Panny Młodej, szeptanie do ucha i rozglądanie się po suficie, skubanie kwiatków oraz miażdżenie ręki partnera. Nie ma to jednak większego wpływu na przebieg ceremonii i jej czas. Podczas kazania Pary Młode odpoczywają po rozgardiaszu przedślubnym. Zbierają siły przed wypowiedzeniem sakramentalnego TAK.

Po przysiędze małżeńskiej nie wracają już do scenariusza ślubu i wesela. Sprawy zaczynają toczyć się własnym torem. Tak to to, tak to to, tak, tak to to. Życzenia przeciągają się, zaplanowany początek wesela opóźnia, wynajęty szofer przelicza nadgodziny. Wszyscy zadowoleni.

autor: KM


2001-2010
Copyright © AURA
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie całości lub części serwisu bez zezwolenia
zabronione.
cytaty