Biorą ślub, nie lubią wesel…

Na portalu prowadzę z mniejszą lub większą regularnością swój zacny kącik. Dostałam wyzwanie, by napisać tekst, który będzie aktualny na dłużej, bo będzie drukowany. Po pięciu dniach rozmyślania nad tematem (nie no, robiłam też inne rzeczy…) I rzuceniu okiem na różne ślubne blogi stwierdziłam z zaskoczeniem, że na jeden temat napisać będzie mi trudno, ale nasunęły mi się pewne niepokojące wnioski.

O ślubach piszą często dziewczyny, które nie lubią ślubów i wesel. Mniejsza o przyczyny – słaba więź z rodziną, konflikty z rodzicami, brak poczucia własnej wartości, poczucie, że ta druga połówka nie do końca jest tą drugą (tak, statystyki rozwodów są okrutne) albo zwyczajnie tak mają. Ja nie lubię galaretki, więc gdy mnie częstują ciastem z galaretką, dyskretnie zsuwam ją na talerzyk i nie robię afery.

Wiele łez przelewają nad naszą nudną tradycją: że rzucanie welonem jest passe, oczepiny to wiocha, suknie ślubne inne niż wyglądające jak z urwanej babcinej firanki są przesadzone. Że o rzucaniu bukietem nie ma mowy, że goście są marudni, i że tak im się nie dogodzi. Że nie lubią tańczyć, nudzą się na weselach, więc boją się nudy na swoim. Że szukają alternatywy dla wesela (bo dla ślubu, jeśli już się chcą pobrać – cóż, raczej trudno), kombinują jakby się wywinąć z publicznych podziękowań dla rodziców, szukają sali, która prawdopodobnie nie istnieje. Że na co dzień chodzą w trampkach, więc do ślubu też najchętniej poszłyby w jeansach, kok to przeżytek, bo do sukni z firanki pasują jedynie wianki (ależ mi się zrymowało), i tak dalej, i tym podobnie…

Rozumiem, że ktoś może ślubów i wesel nie lubić, i że na pewno znajdzie grono entuzjastów do podzielenia tej niechęci. Nadmieniam, szanuję, ale nie rozwijam (póki co) tego wątku.

No dobrze, żeby oddać sprawiedliwość powiem, że znalazłam też sporo ciekawych pomysłów jak by te nudne śluby i wesela uatrakcyjnić – dla gości – owszem, ale głównie dla bojących się nudy narzeczonych. Będę szczera – wielu pomysłów i możliwości można Wam kochani teraz pozazdrościć, za moich czasów (nie znoszę tego powiedzenia, ale nie ma lepszego) nawet się o tym nie marzyło. Możliwości były żenujące, Instagrama nie było, żeby nie z głowy, ale chociaż ze świata podpatrzeć…

A może tak zwyczajnie usiąść z białą kartką, wypisać co jest niezbędne, co jest extra (byle z umiarem), z czego zrezygnujecie, bo za nic w świecie nie przebrniecie? Czy wolicie białe, różowe czy niebieskie, nowoczesne, skromne, czy w blasku kryształów, czy orkiestra czy dj, czy zaprosicie najbliższą rodzinę, czy większe grono? I teraz jak bardzo chcecie się pokazać, a na ile przeżyć dzień ślubu żeby nie zapomnieć o co w nim naprawdę chodzi?

Chciałabym Wam przypomnieć (uwaga – niektórzy na pewno już na to wpadli), że ślub i wesele to sprawa dla dorosłych.

Nie dla dzieci, które bawią się w dorosłych, kapryszą, grymaszą i próbują z (niechcianego) wesela zrobić spektakularny event. W myśl „cudze chwalicie” zapominacie i esencji, oszołomione poszukujecie wzorców, gubicie się w zalewie ślubnych inspiracji (tak to się ładnie nazywa), oglądacie gadżety i kowbojskie wesela w amerykańskich stodołach i chcecie mieć je u siebie. Tup nóżką, foch – ja chcę! Halo – jesteśmy tu i teraz. Mamy swoje tradycje, pewną konwencję, od której (moim zdaniem) lepiej nie uciekać, ale ukształtować ją na własną modłę.

Wesele nie jest (moim zdaniem) wydarzeniem „godnym” gry w podchody, tak jak nie jest naszą tradycją, by młoda para zmykała po ślubie w podróż poślubną. Jest mnóstwo par, a słyszałam to od mojej cudnej synowej, które okropnie stresują się tym jak wypadną i jak zostaną ocenione.

Strach przed krytyką? Porównanie ze ślubem kuzynki?

Osiołkowi w żłoby dano (patrz setki inspiracji) a tu trzeba wybrać na ten JEDEN ślub? JEDNO wesele? – Spokojnie. Pomyślcie o tym z serca. Dorosły człowiek wie jak działa kompromis. Jeśli naprawdę i szczerze nie chcesz wesela to zbierz się na odwagę cywilną i go nie rób. Ale jeśli już przyduszona poczuciem obowiązku i winy (co rodzina/rodzice powiedzą) decydujesz się na ślub z weselem to podejdź do tematu również jak dorosły.

Nie bójcie się – WY – Narzeczeni. Nie bójcie się oceniania, podejmowania decyzji – złe czy dobre – komu to oceniać? Z mojego punktu widzenia dodam jeszcze, że na weselu mają okazję spotkać się członkowie rodzin, którzy mogą się nigdy nie poznać, a dla Waszych krewnych wesela są wyjątkową okazją do spotkań i podtrzymania kontaktu.

Dlatego często mówi się, że ślub jest dla Młodych, a wesele dla rodziny. Coś w tym jest. Rodzina jest ważna, lepsza czy gorsza, ale o tym przekonacie się być może za kilka lat, kiedy będziecie mieć dzieci i zrozumiecie, że „nie ma skrzydeł bez korzeni”.

Czego Wam szczerze życzę.

– Teściowa z Piekła Rodem 

 

Komentarze