Dla mnie jest najwazniejszy ten co otrzymalam w dniu zareczyn, gdy zgodziłam się zostac jego żona:)
Ja dostałam taki jaki chciałam z białego złota duzym kamienien i brylancikiami dookoła I nie zaminiłabym go za żadne skarby:) _________________
Od wczoraj jestem szczęśliwą narzeczoną. Nasze zaręczyny były totalną niespodzianką dla mnie, zaraz po wieczerzy wigilijnej, na kolanach... Czekałam bardzo długo, ale było warto.
Jestem szczęśliwa narzeczoną od 31.12.2009!!! gdy wybiła północ Mateusz zaczął składać mi życzenia, po chwili ukląkł i poprosił mnie o rękę...ogarnęło mnie ogromne wzruszenie o szczęściu chyba nie muszę wspominać od razu powiedziałam tak!!!! zaskoczył mnie choć bym Go o to nie podejrzewała W ostatnią sobotę odbyły się zmówiny i oficjale zaręczyny. Tak bardzo się denerwowałam, że musiałam wspomóc się kropelkami sercowymi, ale spotkanie przeszło moje najśmielsze oczekiwania!! Rodzice świetnie się dogadywali i mam nadzieję, że tak będzie już zawsze:)
A do mnie w wigile przyszedł, oczywiście zaskaując wszystkich totalnie.
Na przód spytał rodziców o zgodę, wręczył mamie ogromny bukiet, tacie również wielki prezent (%), a pozniej zwrócił sie do mnie i spytał......
Mama płakała, mi głos tak drżał że ledwo co powiedziałam-zresztą tak samo jak jemu-biedny chłopiec-starszne stresy przeżywał,...
A więc wsunął mi troszkę za luzny piercionek i pobiegł jeszcze do samochodu do wielgachny bukiet białych róz i czekoladki.
To była moja najpiękniejsza w życiu Wigilia, (teraz wiem że z tym dodatkowym nakryciem do kolacji wigilijnej to nie żadna ściema....)
u mnie bylo tak samo w wigilie tylko pierscionek pasowal jak ulal bo moj mis podkrad mi pierscionek ktory nosilam jak szedl kupowac u mnie do placzu mamy byly lzy babci a moj szwagier zyczyl mi pzry oplatku zeby misiak mi sie oswiadczyl a potem powiedzial widzisz zyczenia sie spelniaja a skubany wszystko wiedzial
Chwilę po północy, przy szampanie i puszczanych fajerwerkach. Zaczęliśmy sobie składać życzenia noworoczne. Powiedział, "aby ten rok był lepszy niż poprzedni" po czym uklęknął na śniegu i błocie, wyciągnął pierścionek i wpatrywał się we mnie tymi maślanymi oczyma. Od 6 lat wiedziałam, że to ten jedyny więc słowa były zbędne... _________________
A moj mezczyzna oswiadczyl mi sie w Morzu Śródziemnym. W lipcu wybralismy sie na dlugo wyczekiwany urlop, pochlonieta intensywnym wypoczynkiem pod palmami, w zyciu bym nie przypuszczala ze cos takiego sie wydarzy! Ostatniego dnia urlopu poszlismy popluskac sie do morza, symulowalam plywanie ;) az nagle on mnie zatrzymal, przytulil i zapytal czy chce zostac jego zona, odpowiedz byla blyskawiczna Oczywiscie na tak. Po tym zdarzeniu wybralismy sie na kolacje a pierscionek wybralam sama po przylocie do kraju
Mój kochany narzeczony zorganizował wszystko wyśmienicie. Pomagały mu oczywiście osoby trzecie ale było super romantycznie. Najpierw zabrał mnie na kolację a w jego mieszkaniu brat wraz z dziewczyną przed samym naszym przyjazdem rozpalili 100 świeczek, jak weszliśmy leciała nasza piosenka a na stole stal bukiet kwiatów i szampan w coolerze. Ugięły się pode mną nogi i mało się nie popłakałam kiedy wyjął pierścionek..... _________________ -----------------------
Pomysł na http://www.panienskie.pl/ Warszawa Kraków Gdańsk – http://www.panienskie.pl/
Mój pierścionek po 7 latach wypłakałam. Usłyszałam, że musze na niego zasłuzyć. Potem przeprosił. Wybrałam taki jak mi sie podobał. Po pół roku oświadczył mi sie w Grecji (niby czekał na idealny moment). Wyjął z plecaka w opakowaniu i powiedział "to dla ciebie". Po 2 minutach podszedł pan który powiedział ale tu piekne widoki i przysiadł się obok nas, była godzina 16. Już nie jesteśmy razem ale nie ze wzglęu na zaręczyny.
Wysłany: Nie Lut 14, 2010 11:28 am Temat postu: nasze zaręczyny
A ja dostałam pierścionek w Paryżu. oczywiście nic nie wiedziałam. Nikt poza narzeczonym nie wiedział. Co roku wyjeżdżaliśmy na jakąś wycieczkę zagraniczną, sami sobie wszystko organizując. W lutym zeszłego roku padło na Paryż. G. uczy się francuskiego i cały czas mówił, że musi sprawdzić swoje umiejętności. Poza tym ja też chciałam pojechać, bo uwielbiam impresjonistów, a tam w paryskich muzeach najlepsze prace z tego okresu... Ale do rzeczy! Wiele osób mnie pytało: jedziesz się zaręczać? "sręczać" - niegrzecznie odpowiedziałam przy kolejnym tym samym pytaniu )))
No to wylecieliśmy. Było super! Codziennie inna knajpka, litry wina, pyszne jedzenie. Szliśmy sobie jednego wieczoru w okolicach wieży Eiffla. Jakieś grupki słuchały głośno muzyki i sobie podrygiwały. To ja mu mówię, że my tez możemy posłuchać głośniej muzyczki i włączyłam "est si tu n'existe pas" (baaaardzo lubię) z telefonu i zaczęliśmy się bujać w rytm muzyki. A tu nagle on się zatrzymuje, ja do niego "mieliśmy tańczyć!! co ty robisz?!" a on wyciąga pudełko i mówi do mnie: "chcesz być ze mną? no wiesz, żona i mąż, mama i tata i te sprawy?" ))))))))) i daje mi pierścionek ze szmaragdem mówiąc, że taki zielony mu się spodobał, jak moje oczy Łezka była. były buziaki, mnóstwo buziaków! Potem była przepyszna kolacja, winko... i opowieści, że mogłam dostać pierścionek dzień wcześniej, ale zepsułam nastrój, bo chciało mi sie spać i byłam zmęczona Acha! pudełko po pierścionku wyrzucił do Sekwany (sic!), bo powiedział, że się wstydzi, bo takie tandetne, a czasu nie było na poszukiwanie nowego. Poza tym nie pudełko jest tu ważne, prawda dziewczynki?
Każde zaręczyny, nawet te najzwyklejsze i oczekiwane są cudne, bo to są nasze zaręczyny i są początkiem czegoś ważnego w naszym życiu - tak to czuję. To tyle... cieplej się zrobiło na serduszku, jak to pisałam... ech, wspomnienia!
bardzo dziękuję, ale jak pisałam - każde zaręczyny są niezwykłe, bo w końcu otrzymujemy upragniony pierścionek. Ja swój dostałam po ok. 6 latach bycia razem. Ale nigdy nie naciskałam. I za to mój narzeczony mi podziękował i powiedział mi swego czasu, że to docenia. Bo nic tak faceta nie zniechęca, jak naciski
Wysłany: Pon Lut 15, 2010 7:51 am Temat postu: Re: nasze zaręczyny
wiewiu napisał:
A ja dostałam pierścionek w Paryżu. oczywiście nic nie wiedziałam. Nikt poza narzeczonym nie wiedział. Co roku wyjeżdżaliśmy na jakąś wycieczkę zagraniczną, sami sobie wszystko organizując. W lutym zeszłego roku padło na Paryż. G. uczy się francuskiego i cały czas mówił, że musi sprawdzić swoje umiejętności. Poza tym ja też chciałam pojechać, bo uwielbiam impresjonistów, a tam w paryskich muzeach najlepsze prace z tego okresu... Ale do rzeczy! Wiele osób mnie pytało: jedziesz się zaręczać? "sręczać" - niegrzecznie odpowiedziałam przy kolejnym tym samym pytaniu )))
No to wylecieliśmy. Było super! Codziennie inna knajpka, litry wina, pyszne jedzenie. Szliśmy sobie jednego wieczoru w okolicach wieży Eiffla. Jakieś grupki słuchały głośno muzyki i sobie podrygiwały. To ja mu mówię, że my tez możemy posłuchać głośniej muzyczki i włączyłam "est si tu n'existe pas" (baaaardzo lubię) z telefonu i zaczęliśmy się bujać w rytm muzyki. A tu nagle on się zatrzymuje, ja do niego "mieliśmy tańczyć!! co ty robisz?!" a on wyciąga pudełko i mówi do mnie: "chcesz być ze mną? no wiesz, żona i mąż, mama i tata i te sprawy?" ))))))))) i daje mi pierścionek ze szmaragdem mówiąc, że taki zielony mu się spodobał, jak moje oczy Łezka była. były buziaki, mnóstwo buziaków! Potem była przepyszna kolacja, winko... i opowieści, że mogłam dostać pierścionek dzień wcześniej, ale zepsułam nastrój, bo chciało mi sie spać i byłam zmęczona Acha! pudełko po pierścionku wyrzucił do Sekwany (sic!), bo powiedział, że się wstydzi, bo takie tandetne, a czasu nie było na poszukiwanie nowego. Poza tym nie pudełko jest tu ważne, prawda dziewczynki?
Każde zaręczyny, nawet te najzwyklejsze i oczekiwane są cudne, bo to są nasze zaręczyny i są początkiem czegoś ważnego w naszym życiu - tak to czuję. To tyle... cieplej się zrobiło na serduszku, jak to pisałam... ech, wspomnienia!
A moj mezczyzna oswiadczyl mi sie w Morzu Śródziemnym. W lipcu wybralismy sie na dlugo wyczekiwany urlop, pochlonieta intensywnym wypoczynkiem pod palmami, w zyciu bym nie przypuszczala ze cos takiego sie wydarzy! Ostatniego dnia urlopu poszlismy popluskac sie do morza, symulowalam plywanie ;) az nagle on mnie zatrzymal, przytulil i zapytal czy chce zostac jego zona, odpowiedz byla blyskawiczna Oczywiscie na tak. Po tym zdarzeniu wybralismy sie na kolacje a pierscionek wybralam sama po przylocie do kraju
piekna historia ale yh bez piersionka...ja wiem milosc milosc i zbedne sa inne rzeczy ale jakos oswiadczyny = pierscionek!
A ja do dziś dnia słyszę docinki typu"Ślub przez maila a dziecka przez gg" z racji Naszych zaręczyn. Ale zacznę od początku:
Wspólnie postanowiliśmy że się zaręczymy(no poza tym że moja teściowa trochę nalegała żebyśmy jakoś zalegalizowali nasz związek ale nam się jakoś nie bardzo spieszyło). Mi się zawsze marzyły takie prawdziwe zaręczyny z rodzicami kwiatami i całą resztą ale niestety w naszym przypadku było to niemożliwe. Ja i mój M mieszkamy w Anglii, moja mama w Niemczech a tato w Polsce. Mieliśmy lecieć na święta Bożego Narodzenia do polski ale M zmienił pracę i nie dostał urlopu a już mieliśmy kupione bilety. Więc stwierdziliśmy że polecę sama i wymyśliliśmy że zrobimy konferencję na Skype(mój tato, mama i my). M był taki przerażony że nie wiedział od czego zacząć a gdy już powiedział co trzeba to moi rodzice byli tak zaskoczeni i rozbawieni całą tą sytuacją że nie wiedzieli co powiedzieć(a M prawie zapomniał dać mi pierścionek który sama sobie wcześniej wybrałam). Na szczęście okazało się że są prze szczęśliwi I tak zaręczyliśmy się 15.12.2007 a teraz planujemy ślub na przyszły rok _________________
Ja dokładnie wiedziałam, że mój chce się oświadczyć, jakoś nie było to dla mnie niespodzianką - trochę szkoda Takie miłe zaskoczenie by było, a tak to zaprosił mnie do siebie na kolację i wtedy mi się oświadczył. Oczywiście klęknął, były kwiaty, świece itp. No i ... zgodziłam się ;)
Mój oświadczył się totalnie niespodziewanie, podczas wedrówki w Tatrach, na Szpiglasowym, 2172 m n.p.m. Decyzja była na tyle niespodziewana, że nie było pierscionka. Później wybraliśmy kilka pierścionów, z których On wybrał ten jedyny najpiękniejszy, a dostałam go kolejnego dnia, w piękny słoneczny poranek w naszym łóżku. Teraz On tłumaczy swe spontaniczne pytanie zbyt małą ilością tlenu na tej wysokości, a ja swoją zgodę strachem, że mnie zrzuci w przepaść
Wersja oficjalna brzmi: uklęknął pod Kościołem Mariackim (to był grudzień, duże mrozy i pełno śniegu) i po prostu spytał "Czy zostaniesz moją żoną?", a następnie wsunął mi na palec pierścionek.
Wersja nieoficjalna: odwiedziłam go w domu, bo był tego dnia chory i chciałam zobaczyć jak się czuje. Siedział w łóżku pod kołdrą, a ja obok niego. I nagle pyta się mnie "Wyjdziesz za mnie"? Byłam w szoku i najpierw myślałam, ze sobie żartuje. Ale był śmiertelnie poważny i bardzo zdenerwowany, więc doszłam do wniosku, że to nie są żarty ;) Oczywiście powiedziałam "TAK" i popłakałam się. Nie było żadnych kwiatów ani pierścionków. Dopiero jak wyzdrowiał to poszliśmy do jubilera.
A mi Mój Ukochany oświadczył się w tamte wakacje byliśmy w Grecji i o północy, w moje imieniny, na plaży pod niebem pełnym gwiazd, uklęknął i stało się I pomyślał nawet o greckim szampanie Tak sobie myślę, że pomysłowi Ci nasi mężczyźni i nawet bije z nich całkiem niesamowity romantyzm!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach