Kłótnie przedślubne, czyli jak dotrzeć do ołtarza, a nie trafić na długie lata do więzienia

Ślubu nie będzie! – krzyknęła rozwścieczona przyszła Panna Młoda, po czym trzasnęła drzwiami i tyle ją widzieli. Pierścionek zaręczynowy rzucony z impetem w narzeczonego upadł z łoskotem na podłogę. Świat się wali, ślub wisi na włosku, w powietrzu wyraźnie czuć nadchodzącą katastrofę.

Pan Młody pozostaje niewzruszony tą dramatyczną sceną, jedyne co można wyczytać z jego twarzy to nie wiem o co jej chodzi, dajcie mi wszyscy święty spokój, mamy jeszcze tyle czasu, żeby to wszystko załatwić. Ślub za dwa dni.

Kto tego nie przeżył, ten nie wie, czym są prawdziwe ślubne przygotowania. Nawet najbardziej zgodnym i cierpliwym osobom, nerwy trzymane przez całe życie na wodzy mogą odmówić posłuszeństwa podczas tego gorącego okresu. Trudne decyzje i wybory, kwestie organizacyjne i finansowe, chęć spełnienia własnych oczekiwań i zrealizowania wizji idealnego ślubu… Przedślubnych czynników stresogennych jest naprawdę sporo. Można podzielić je na trzy kategorie: pierwsza dotyczy spraw związanych z samą organizacją uroczystości – wybór sali, fotografa, oprawy muzycznej, ustalenie menu, dekoracje i milion innych kwestii, o których musicie pamiętać. Druga kategoria dotyczy konsekwencji płynących z zawarcia związku małżeńskiego – przemyślenia na temat zmian, które mogą nastąpić i powagi składanej przysięgi, wyzwania na przyszłość, rozpoczęcie nowej, wspólnej drogi życia… Trzecia kwestia to osobiste rozterki przyszłej Panny Młodej – jak znaleźć idealną sukienkę, jak schudnąć 10 kg w miesiąc, skąd wziąć 800 zł na wymarzone buty, czy koloryzacja włosów dwa tygodnie przed ślubem to dobry pomysł, gdzie kupić idealny biustonosz, czy moja kreacja zrobi piorunujące wrażenie na wszystkich gościach, jaki makijaż będzie najlepszy, welon czy diadem, bolerko koronkowe czy ciepła etola, kiedy powinnam umówić się na paznokcie… Takie tam. Przedślubne piekiełko.

Przykra prawda jest taka, że przed ślubem denerwuje nas wszystko i wszyscy. Nie muszę chyba dodawać, że Pan Młody najbardziej… Kiedy do uroczystości zostały dwa dni, a on mówi Wam, że przecież garnitur jest już PRAWIE gotowy i odbierze go w sobotę rano, musicie czym prędzej opuścić pomieszczenie, bo w afekcie możecie popełnić zbrodnię i trafić za kratki. Możecie też dopuścić się przestępstwa na wielu usługodawcach, którzy zapewniali Was, że wszystko będzie dokładnie takie, jak sobie życzycie, po czym okazuje się, że okrągły tort za sprawą nieziemskich mocy zmienił się w piętrowy prostokąt, w hurtowni nie było tulipanów, ale właściwie czemu nie zamienić ich na róże, wokalista zespołu ma zapalenia gardła, a fotograf może nie zdążyć dojechać. Stres towarzyszyć Wam będzie na każdym kroku, a jak wiadomo potrafi on nieźle zdezorganizować działania, wywołuje nadwrażliwość, sprzyja konfliktom i niezwykle męczy.

Jak sobie z nim radzić? Według mnie nie ma złotej recepty. Chyba najlepiej podchodzić do niego z pewną dozą humoru, dlatego poniżej przedstawiam Wam trzy najczęstsze powody przedślubnych kłótni na wesoło, choć temat jest niezwykle poważny.

Zatwierdzator

Takie określenie znalazłam na jednym z forów internetowych i nie ukrywam, że bardzo przypadło mi do gustu: Mój partner to tak zwany „Zatwierdzator”. Ja znalazłam salę weselną, zespół, fotografa, kwiaty itd. a mój luby tylko mówi „ok, może być”.

Bardzo częsta i popularna bolączka wśród przyszłych Panien Młodych – narzeczony ma wszystko gdzieś, sama muszę ogarniać masę spraw, ręce mi opadają, gdy po raz setny słyszę ty wybierzesz najlepiej / ja się nie znam / nie mam czasu / zaraz / zapomniałem. Panowie w przedślubnych przepychankach słownych zarzucają kobietom, że są pedantkami i wyolbrzymiają każdą błahostkę, a kolor przewodni dekoracji czy wybór zaproszeń to zdecydowanie sprawa drugorzędna i o co ta cała afera.

Drogie Panie! Nie oczekujcie, że statystyczny facet będzie zafascynowany przygotowaniami ślubnymi, bo to nie ta bajka! To proste istoty, dla których równoważnik wziąć ślub oznacza pójście do kościoła/urzędu i załatwienie formalności. Kropka. A już broń Boże nie oczekujcie, że którykolwiek facet będzie się czegokolwiek domyślał – chcecie coś wyegzekwować to walcie wprost, bez owijania w  bawełnę: ja załatwiam to, a ty tamto.

Panowie! Braki w umiejętnościach planowania ślubu i wesela nie zwalniają Was z obowiązku pomagania i wspierania przyszłych małżonek. Zaangażowanie to cecha, bez której ślubne przygotowania nie mają sensu, bo są jednostronne. A jak wiadomo, do tanga trzeba dwojga.

Kochane mamusie

Pomoc najbliższej rodziny podczas ślubnych przygotowań jest nieoceniona, ale… Słowo ALE to najgorszy spójnik świata. Wiesz, ta sukienka jest piękna, ALE czy nie zbyt odważna i ekstrawagancka jak na taką okazję? Nie chciałabym się wtrącać, ALE ja zrobiłabym to zupełnie inaczej. To Wasz ślub, ALE wolałabym, aby odbył się w sierpniu, a nie w lipcu. Pół biedy, kiedy ALE występuje w dyplomatycznym wydaniu. Gorzej, gdy zastępuje je tryb rozkazujący.

Kłótnie z rodzicami to raczej przedślubna norma. Ile osób, tyle opinii. Jedna z uczestniczek forum pisze: Nie kłócimy się ze sobą, ale za to mieliśmy już przy okazji organizacji wesela wiele jazd
z rodzicami,  jednymi i drugimi.
Widzicie… jak nie facet, to zawsze teściowa może Was wkurzyć.

Nie dajcie się! Wiecie jaki jest najlepszy sposób na uniknięcie presji związanej z koniecznością zaspakajania ślubnych oczekiwań wszystkich wokół? Własny, niezależny (i wypchany) portfel. Niestety, kto płaci ten wymaga i w ostateczności wcale nie dziwię się rodzicom, którzy finansując tak kosztowne przedsięwzięcie, chcieliby mieć wpływ na jego finalny kształt. Pieniądze dają niezależność, która pozwala bez wyrzutów sumienia i niepotrzebnych wątpliwości powiedzieć to MÓJ ślub i moje decyzje, dziękuję za rady, nie skorzystam.

Wszystko NIEdopięte na ostatni guzik

Miałam kiedyś przyjemność bycia gościem na ślubie i weselu pewnej pary, która przeżyła istny horror kilka godzin przed uroczystością. Katastrofa rozpoczęła się w cukierni, kiedy Pan Młody przyjechał uregulować płatności za tort weselny, którego nie było. Zapomnieli, JAKOŚ TAK WYSZŁO. W tym czasie Panna Młoda udała się do kosmetyczki, która zamiast wykonać makijaż ustalony podczas próby, doznała nagłego natchnienia i oddała się artystycznemu szaleństwu, które znacznie odbiegało od ustalonego planu. Ten dzień zdecydowanie sprzyjał twórczym swawolom w branży związanej z wizażem, gdyż fryzjerka zwiewną fryzurę Panny Młodej za sprawą tony lakieru zamieniła w ślubny ulepek. Kiedy dodam do tego fakt, że DJ, który miał pojawić się o godzinie 11, dotarł na miejsce pół godziny przed przyjazdem Państwa Młodych na salę, pewnie mi nie uwierzycie, ale tak właśnie było. I wiecie co? Ślub się odbył, zabawa była przednia, małżeństwo przetrwało i ma się dobrze do dziś. Wniosek z tego taki, nawet jeśli nie jest idealnie, to świat się nie wali.

Odnoszę wrażenie, że organizując ślub i wesele jesteśmy sterroryzowani wizją perfekcyjnego ślubu rodem z ekskluzywnych magazynów, a każde niedociągnięcie traktujemy jak totalną porażkę.

Jestem perfekcjonistką i świetnie to rozumiem. Założę się, że gdyby wszystko zależało od nas, każdy ślub byłby idealny, plan zrealizowany w 200%, a ewentualne niedociągnięcia zredukowane do minimum. Niestety, wiele spraw powierzamy usługodawcom, którzy nie zawsze są w porządku i tego nie unikniemy.

Wyluzujcie – najbardziej banalna rada… A jak nie możecie wytrzymać ze złości, zróbcie sobie drinka! To właśnie ślubne wpadki najbardziej zapadną Wam w pamięci, tworząc niepowtarzalne
wspomnienia.

Kłótni nie da się uniknąć. Nie wierzcie Pannom Młodym, które zapewniają, że ich przedślubne przygotowania to istna sielanka, SKARBEK we wszystkim pomaga, jest cudownie, najlepiej, cud natury normalnie. Tyle tej słodyczy, że chyba zrobiło się nudno. Przetrwacie najgorsze awantury, wystarczy wzajemny szacunek, zrozumienie i odrobina cierpliwości. A zamiast rozpamiętywać każde rzucone w złości słowo, lepiej skupcie się na godzeniu, które jest zdecydowanie bardziej przyjemne 🙂

Autorka: Dominika Zięba

Artykuł dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionego bloga
www.targislubne.pl/sn

Komentarze