Magda Maja Lewicka - makijaż ślubny

Może to jej urok… może to makijaż, botoks, albo Photoshop? Czyli ślub jak z okładki

Dlaczego gwiazdy nie mają sińców pod oczami?

Dlaczego moje pory są widoczne, a na okładkach skóra zawsze jest gładka jak porcelana?

Dlaczego kobiety na zdjęciach, nawet starsze, nie mają na twarzy zmarszczek ani bruzd?

Zdarza się, że oglądamy z zachwytem, a nieraz nawet z nutą zazdrości, zdjęcia celebrytek i modelek. Rozsądek podpowiada nam, że ich okładkowy wizerunek nieco mija się z prawdą. Tabloidy podsuwają do porównania zdjęcia sprzed lat albo bez makijażu. Różnica bywa uderzająca. Pojawia się pytanie, na ile te „metamorfozy” – z kaczątek w łabędzie – można naśladować na własny użytek.

Jako osoba profesjonalnie zajmująca się makijażem, bazując też na wiedzy zapożyczonej od najlepszych fotografów, retuszerów/grafików i lekarzy medycyny estetycznej i kosmetologów, postaram się odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących niedoskonałości urody towarzyszących nam w codziennym życiu, których nie uświadczymy na żadnej okładce.

ETAP zero: selekcja

W praktyce do sesji „beauty” najczęściej wybiera się po prostu bardzo młodą modelkę, której cera i skóra pod oczami jest z racji wieku i trybu życia w bardzo dobrej kondycji. Między innymi dlatego moda dla dojrzałych kobiet jest prezentowana na nastolatkach – ich młodzieńcza skóra zawsze wygląda świeżo, bez dodatkowych zabiegów. Aby na własnym ślubie zrealizować ten punkt, trzeba wydać się za mąż odpowiednio wcześnie – przed dwudziestką 😀 i dodatkowo zadbać o higieniczny tryb życia.

ETAP pierwszy: pielęgnacja i kuracja

Jeżeli natomiast „gwiazda” ma już swój przebieg, jej skóra zazwyczaj jest systematycznie „wspomagana”, żeby dobrze wyglądać. Na porządku dziennym są zabiegi medycyny estetycznej np. mezoterapia – ostrzykiwanie koktajlem substancji pielęgnacyjnych, które są wprowadzane bezpośrednio do warstw skóry, gdzie ich odpowiedniki z kremów praktycznie nie docierają, ostrzykiwanie kwasem hialuronowym, iniekcje z botoksu. Zastrzyki z botoksu niesłusznie oskarżanego w tabloidach jako sprawcę wypchanych ust (podczas kiedy usta wypełnia się zupełnie innymi preparatami) służą do kontroli napięcia mięśni, pozwalając zniwelować zmarszczki np. lwią zmarszczkę pomiędzy brwiami nadającą wyraz troski i surowości nawet przy najbardziej pogodnym nastroju, lub „wyrównać” niesymetryczne brwi.

Alternatywą, mniej efektowną, ale tańszą i mniej inwazyjną są kosmetyczne odpowiedniki zabiegów medycyny estetycznej – mezoterapia bezigłowa, RF itd. Codziennością jest należyta pielęgnacja – odpowiednie kremy, odżywianie, suplementy itd.

Oczywiście nie zaszkodzi też się wyspać, umówić ślub/sesję o odpowiedniej godzinie, aby zeszła już poranna opuchlizna. Jeżeli komuś pomaga ogórek/herbata/płatki kolagenowe/okład z lodu, to warto po nie sięgnąć. Warsztat wizażystki nie może nawet konkurować z efektami osiąganymi medycyną estetyczną – najstaranniej zamaskowane korektorem „wory” czy kurze łapki są i tak widoczne w pewnym świetle lub pod pewnym kątem.

Wobec wyraźnych zmarszczek makijaż jest praktycznie bezradny – można je nieco zamaskować odpowiednim podkładem, bazą… ale z utraconą jędrnością skóry i opadającym konturem twarzy albo powieką, ciężko wygrać samym pędzelkiem. W niefortunnym oświetleniu czy ustawieniu – z bliska i tak prawda wyjdzie na jaw.

majka_lewicka_makijaz_slubny02

ETAP drugi: malowanie, maskowanie

Samym makijażem naprawdę dużo można osiągnąć, choć jeżeli zestawić sam efekt pracy wizażysty z efektem pracy całego sztabu fachowców – kosmetyczki, wizażysty, fotografa, retuszera itd. to oczywiście widać różnice. Natomiast bez makijażu wszelkie działania innych branż raczej pójdą na marne. To make-up pozwala optycznie wygładzić skórę, wyrównać koloryt cery, podrysować brwi i kości policzkowe nadając szlachetność rysom, a nawet optycznie powiększyć oczy, zmniejszyć nos czy wyszczuplić twarz – konturowanie ostatnio przestało być wiedzą tajemną i trafiło do kanonu codziennego makijażu!

Walorów odpowiednio wykonanego makijażu nie sposób przecenić. O ile bez retuszu czy bez botoksu ktoś wygląda po prostu lepiej, a ktoś gorzej, o tyle bez makijażu niektóre gwiazdy nawet nie przypominają „siebie” w kontekście ich medialnego wizerunku. Nawet tzw. „no-make-up selfie” gwiazd to w większości ściema. Podkład, puder matujący, korektor, lekkie modelowanie rysów twarzy, podrysowane brwi, pomalowane rzęsy uchodzą za brak makijażu w porównaniu ze sceniczną tapetą, a na zdjęciach z komórki taki delikatny makijaż jest niewidoczny.

ETAP trzeci: ustawienie, oświetlenie

Najładniej wygląda się, kiedy buzia jest korzystnie ustawiona i oświetlona. Odpowiedni kąt obiektywu i padania światła oraz odpowiednia mimika mogą dla wyglądu na zdjęciach zrobić bardzo dużo. Jest to wiedza na kilkutomową encyklopedię, nie na krótki artykuł. W dodatku zalecenia są bardzo indywidualne, w zależności choćby od rysów twarzy. Ale, generalizując – fajnie jak światła jest dużo i jest ono miękkie, rozproszone – np. wpada nie tylko z góry, albo nie tylko z jednego boku, ale odbija się też od podłogi, ścian, pada jakby ze wszystkich stron. Niektórym sprzyja też światło flashowe, czyli ostry błysk prosto w twarz.

Niestety, nieliczne pary przy wyborze sali czy kościoła zwracają uwagę na oświetlenie korzystne dla swej urody i zdjęć czy video.Podobnie, niewiele panien młodych pozuje do aparatu fotograficznego – wiele dziewczyn potrafi super zapozować do „selfie”, ale kiedy obiektyw jest już w cudzej dłoni, ta umiejętność nagle zanika.

majka_lewicka_makijaz_slubny03

ETAP czwarty: retusz

„Na komputerze” można zrobić z wizerunkiem niemal wszystko. Odjąć kilogramów, lat, dodać gładkości skórze, blasku oczom itp. Obecnie wyraźne ingerencje – „plastikowa” wyblurowana twarz, nierealne kształty – to amatorka piętnowana nawet w tabloidach. Najlepszy retusz jest dla laika niewidoczny.

Usuwa się zaledwie część zmarszczek, pozostałe czyni mniej wyraźnymi, pozostawiając je. Nieznacznie zmienia się kontur twarzy, czyniąc ją np. bardziej jędrną czy pociągłą. Rozjaśnia się cienie pod oczami. W ten sposób powstają wizerunki, które choć wyglądają realistycznie, z rzeczywistością nie mają wiele wspólnego. Od prawdy dzielą je długie godziny pracy grafików. Jednak w takie „niewidoczne” ingerencje łatwo nam uwierzyć i wpaść w kompleksy.

Przemieniając się w dniu ślubu w okładkowy ideał, trzeba podejść do tego złożonego procesu równie kompleksowo, od zabiegów i pielęgnacji przez makijaż, pozowanie, dobranie odpowiedniego tła i ekipy, która zamiast 1000 zdjęć, dostarczy nam 30, ale z retuszem wysokiej klasy. Sama suknia ani makijaż nie uczynią z nikogo Megan Fox.

Ale może lepiej zachować rozsądek i dostrzec, że okładki niewiele mają wspólnego z prawdziwym życiem, a za sztucznymi wyretuszowanymi uśmiechami często kryją się dramaty albo pustka.

Czy warto bezmyślnie gonić niedościgłe, wyidealizowane wzory? Słuszniej chyba w pewnym stopniu zainspirować się niektórymi patentami i z rozsądkiem użyć ich na swoim ślubie, myśląc nie tylko o kiecce i fryzurze, ale też o pozbyciu się lwiej zmarszczki, wybieleniu zębów czy odpowiednio oświetlonym miejscu ceremonii, i profesjonalnie podkreślającym urodę makijażu?

Komentarze