Madame Allure - akcesoria ślubne, prezenty, dodatki

Moda ślubna… zawsze w modzie!

Działanie machiny mody ślubnej jest dokładnie takie samo, jak… działanie machiny każdej innej mody. Zawsze u jej źródła stoi odważny projektant czy dekorator, który pierwszy rzucił pomysł lub wyciągnął go z czeluści lamusa sprzed dekady, coś poprawił, coś wyrzucił, coś dodał… i tym sposobem powstało nowe.

Nowe, czyli świeże, nęcące i inspirujące na tyle, że lawina zaczyna żyć swoim życiem. Do nas – zwykłych śmiertelników, stojących u podnóża tej góry, dociera w mniejszym lub większym stopniu. Większym – jeśli porwała nas fala i sumiennie śledzimy nowinki, najmodniejsze ślubne kanały na Instagramie i zagraniczne blogi. W mniejszym – jeśli mamy swoją wizję i przeszukujemy czeluści tychże przybytków z głową otwartą, przytomną i nieco już nastawioną na wyławianie konkretów z morza rozmaitości.

Czyżbym zatem sugerowała pozostawanie obojętnym na nowinki, trendy i inspiracje? Ależ nie! Jeśli zachowamy umiar, to hasanie po pinterestowych łąkach i wertowanie branżowej prasy wyjdzie nam tylko na dobre. Część trendów odrzucimy, a do pewnych wniosków dojdziemy robiąc wewnętrzną burzę mózgu. W ten sposób rodzi się przecież koncepcja całej ceremonii i wesela!

Bądźmy jednak szczerzy wobec siebie i uczciwi wobec własnych gustów – w kwestii ślubów pojęcie mody to rzecz wysoce względna. Faktem jest, że do lamusa bezwzględnie przeszły sesje ślubne w scenerii tła fotograficznego z wątpliwej jakości parkiem w formie wyblakłego nadruku, ale powód tej detronizacji jest zgoła inny. Po prostu wszystkie te tła wyburzały i zostały masowo wyrzucone przez fotografów na tej planecie. Jestem jednak przekonana, że za kilka lat pojawi się producent nowych, przestrzennych teł wyglądających „jak żywe”. I wtedy każda para młoda będzie mogła mieć w swoim albumie ślubnym zdjęcie pod wieżą Eiffla, w japońskim Disneylandzie i na tle największych palm Ibizy. A to wszystko sfotografowane w jeden dzień!

Owszem, nowinki przychodzą (i odchodzą), ale nie zawsze warto brać je sobie do serca. No bo przecież fakt, że suknia a’la księżniczka, hojnie zdobiona koralikami, wyszła z mody, to nie jest dostateczny powód, aby z zawstydzeniem schować swoje długoletnie marzenia pod koc, i wbić się w hitową w danym sezonie syrenę, której drugie imię brzmi „minimal”. Grunt, to nie pozwolić żadnym krzykom mody zagłuszyć głosu własnego serca i przekrzyczeć huczących w głowie marzeń.

Jaki jest mój wniosek? Trendy ślubne przychodzą szybko, lecz odchodzą powoli, niepewnym krokiem i z sentymentalnym spojrzeniem. Wiedzą, że wkrótce powrócą, bo ktoś da im kolejną szansę. Kto wie, może to będziesz właśnie Ty, wybierając na swój ślub wymarzoną suknię, a nie tę z pierwszej strony katalogu ślubnego? Bądźmy modne, ale pozostańmy sobą, bo w tym stroju zawsze nam do twarzy!

Maja Mogilewska
www.blog-MadameAllure.pl

Komentarze