Nauka pierwszego tańca w szkole tańca

W życiu każdej osoby uczącej się tańczyć przychodzi moment, kiedy wydaje się, że taniec zawędrował w ślepą uliczkę. Niby wszystkie kroki się zna, niby ma się nawet gotowe układy – hurra, umiemy tańczyć! Nic bardziej mylnego. Może wystarczy już wędrówek po ulicach i parkach, może warto zacząć wchodzić do sklepów, zagłębiać się w ich wnętrzach i zacząć szukać czegoś dla siebie? Bo to właśnie tak naprawdę sprawia, że taniec i nauka tańca jest ciekawa i staje się celem samym w sobie.

Nauka tańca jest jak niekończąca się podróż

Nie dotarcie w jedno miejsce, tylko właśnie podróż. „Byłem w Egipcie”. No i co, że byłem? Widziałem piramidy, ok, mam fotkę ze Sfinksem. Super! Ale to co innego niż „lubię podróżować do Egiptu”. Bo to drugie oznacza wędrówkę, zwiedzanie, nawet wielokrotne powracanie do tego samego miejsca i wciąż odkrywanie go na nowo. Dostrzeganie wcześniej niezauważonych szczegółów, badanie i wczuwanie się w atmosferę miejsca.

Ludzie często mówią, że chcą się nauczyć tańczyć, a tak naprawdę chodzi im o poznanie kilku kroków. Weźmy na przykład sambę. Poznajemy kilka kroków, i już, chcemy lecieć dalej! Kolejne, kolejne, przecież to już umiemy! Umiemy? Znamy kroki. To jak obejrzeć książkę z okładki i stwierdzić „a, znam tę książkę! Mam taką samą.” Mam. Ale czy przeczytana? Nie na szybko przeleciana w autobusie lub w toalecie, ale na spokojnie, przy herbatce i pod ciepłym kocykiem, w długie zimowe wieczory. Żeby czytanie książki było nie tylko dekodowaniem znaków pisanych na zarozumiały sens, ale takim spotkaniem z książką, randką, której nie mogę się doczekać. Każdy w życiu przeczytał chociaż jedną taką książkę, która go całkowicie porwała. Znam parę kroków do samby. Ale czy czuję tę energię, ten rytm, który obudzi najbardziej ukryte, dzikie siły w organizmie? Któryś z moich trenerów powiedział, że samba jest najbardziej pierwotnym tańcem ze wszystkich – przez swój dziki, nieokiełznany rytm, przez emocje towarzyszące jej wykonaniu i de facto przez to wykonanie wyzwalane. Można wstać wcześnie rano niewyspanym, zmęczonym, ledwo żywym, puścić sambę i poczuć jak wstępuje w nas niesamowita energia! Samba to radość, to… chociaż moment, mówię o sobie. Przecież każdy czuje ten taniec nieco inaczej. Może właśnie dlatego warto zagłębić się w badanie zakątków tańca.

Znam sambę. Znam Jelenią Górę. Znam? Byłam tam. Przejechałam kilkanaście razy wzdłuż i wszerz. Jako pasażer i jako kierowca. Znam wszystkie główne ulice i parę mniej głównych. Jeśli nagle zostałabym wrzucona w dowolne miejsce tego miasta, wiedziałabym, jak się stamtąd wydostać. Ale czy znam miasto? Nie. Zapoznałam się z jego fragmentami. Tak samo z tańcem. Odkrywanie tańca nigdy się nie kończy. To jak odkrywanie miasta. Ponadto, z innym przewodnikiem zobaczymy inne jego cechy. Z innym trenerem poznamy inne cechy tańca. I podróż rozpocznie się na nowo!🙂

Autor: Bronisława Królikowska

Komentarze